IRENA RUBINOWSKA: CZY ORLA PERĆ MOŻE BYĆ BEZPIECZNA - SPOJRZENIE PRZEWODNIKA.
MIESIĘCZNIK "npm" NUMER 3/2007

O tym, że sprawa bezpieczeństwa na Orlej Perci wymaga szybkich rozwiązań świadczą liczne głosy zaangażowanych ludzi gór.
Do wyrażenia opinii w tej sprawie sprowokowała mnie wypowiedź mojego wieloletniego już partnera górskiego, reżysera Piotra Mikuckiego z Warszawy. W całej rozciągłości podpisuję się pod jego listem zamieszczonym w "Tygodniku Podhalańskim" po kolejnym wypadku na Orlej Perci, śmierci 20-letniej turystki z Miechowa, góralki z urodzenia, Kasi M.
Orla Perć uznana jest za najtrudniejszy szlak Polskich Tatr. Jest rzeczywiście szlakiem bardzo trudnym, eksponowanym w znacznej części, wymagającym od turystów dużej sprawności, kondycji, odporności psychicznej i doświadczenia górskiego.
Niestety - w przeważającej części poruszają się po niej osoby przypadkowe i najczęściej do tego nieprzygotowane.
Na Orlej Perci giną jednak nie tylko szaleńcy, amatorzy, zwykli turyści, giną również ludzie gór z dużym doświadczeniem - ratownicy, przewodnicy, taternicy. Przed kilkunastoma laty zginęła na Orlej nasza koleżanka, przewodnik tatrzański, Małgosia Sulek. Prowadziła kilkunastoosobową grupę. Strącone przez nieodpowiedzialnych turystów kamienie zrzuciły ją w przepaść. Spadła ponosząc śmierć na miejscu. Można sobie zadać pytanie - czy uniknęłaby śmierci gdyby miała na głowie kask i była wpięta do łańcucha karabinkiem? Sądzę, że prawdopodobieństwo zachowania życia byłoby bardzo duże.
O tragicznej śmierci 20-letniej Kasi z Miechowa jej towarzysz górski, Marcin Strączek, napisał w "Tygodniku Podhalańskim" tak : "Była to osoba odpowiedzialna, rozważna i byłą dobrze przygotowana do takiej tury. Trudno wyjaśnić ten tragiczny wypadek, który mógł się przydarzyć każdemu".
Ja sądzę, że nietrudno to wyjaśnić. Taki wypadek rzeczywiście  mógł przydarzyć się na Koziej Przełęczy każdemu, ale zastosowanie podstawowych zasad asekuracji mogło wyeliminować skutek śmiertelny.
Kasia mogłaby żyć - i tak jak to zaplanowała - tydzień później zabrać w góry swoich uniwersyteckich przyjaciół z Białorusi. Mogłaby żyć, gdyby Orla Perć była, tak jak większość tak trudnych tur w Europie, drogą nowocześnie ubezpieczoną, "via ferratą".
Czy Orla Perć jest ferratą?
Czy spełnia powszechnie uznane kryteria "żelaznych dróg" jakich wiele jest na przykład w Dolomitach, Alpach i innych górach?
W moich oczach - absolutnie nie.
Archaiczne, luźno zwisające łańcuchy, często odpychają od skały i paradoksalnie zamiast pomagać - często przeszkadzają. Wprawdzie do łańcucha też można się wpiąć, jest to jednak znacznie utrudnione.
Spotkanie na Orlej Perci turysty stosującego autoasekurację jest więc zjawiskiem niecodziennym. Ogół turystów porusza się na tzw. "żywca" czyli po prostu bez jakiegokolwiek zabezpieczenia. Są to potencjalne ofiary Orlej Perci.
Turysta stosujący asekurację, "uzbrojony" w sprzęt, wzbudza natomiast co najmniej sensację, drwiący uśmiech czy wręcz dezaprobatę.
Jest to postawienie sprawy na głowie.
Na "via ferratach", na przykład w Dolomitach - królestwie ferrat - spotkanie turysty bez podstawowego sprzętu asekuracyjnego jest ewenementem. U nas jest akurat odwrotnie - ewenementem jest turysta w uprzęży, wpięty karabinkiem do łańcucha.
Orla Perć, aby spełniała podstawowe kryteria "via ferraty" powinna zostać wyposażona w nowoczesne ubezpieczenia jakie stosuje się na tego typu drogach w innych górach Europy. Grubość i rozmieszczenie łańcuchów sprawiają, że wpinanie się do nich generuje kolejne problemy, a często - jak w rejonie Koziej Przełęczy, miejscu śmierci Kasi, jest po prostu niemożliwe. Sprawdzonym sposobem jest stosowanie na tak trudnych drogach stabilnych stalowych lin poręczowych, do których można łatwo się wpiąć i których można również się przytrzymać.
Podstawowym warunkiem zapewnienia sobie bezpieczeństwa na tego typu szlakach jest wówczas posiadanie atestowanego sprzętu asekuracyjnego (kask, uprząż, płytka hamująca, lonża z dynamicznej liny 11-12 mm, 3 karabinki o dużym prześwicie - zatrzaskowe lub zakręcane).
To, co piszę brzmi jak oczywistość, ale  podczas II edycji "Spotkań z filmem górskim" 20-24 października b.r. w Zakopanem wystąpił w publicznej dyskusji jeden z najważniejszych w sprawach tatrzańskich decydentów. Jego wypowiedź mnie po prostu zaszokowała. Powiedział tam m.in., że zachęcanie turystów do stosowania na Orlej Perci asekuracji, to przede wszystkim nakręcanie biznesu producentom sprzętu górskiego.
Tę kuriozalną wypowiedź pozostawiam bez komentarza. Narzuca się sam. Myślenie takimi kategoriami prowadzi do pytania czy tak wypadkogenna Orla Perć nie napędza czasem biznesu ratownikom? Może lekarzom? A może zakładom pogrzebowym?
Ubezpieczenia i stosowanie sprzętu to jednak nie wszystko. Jednym z podstawowych warunków poprawienia bezpieczeństwa na Orlej Perci jest wprowadzenie jednego kierunku poruszania się. Nadmierna ilość turystów, zwłaszcza w letnim sezonie - kolejki do drabinki na Koziej Przełęczy (od góry i od dołu), przepychanki w obie strony na eksponowanych odcinkach, obwieszenie łańcuchów kilkoma osobami jednocześnie - wszystko to stwarza ogromne zagrożenia i także z tego powodu Orla Perć zbiera śmiertelne żniwo.
Uczymy się wszyscy na błędach. Na początku lat 90-tych, kiedy stały się możliwe i modne jednocześnie wyjazdy na "via ferraty" w Dolomitach wybraliśmy się tam z moim ówczesnym górskim partnerem Edim Lichotą (dzisiaj międzynarodowym przewodnikiem górskim, znakomitym ratownikiem TOPR i ekstremalnym narciarzem). W drodze na Mont Blanc, który miał być naszym głównym celem zatrzymaliśmy się w Cortina d'Ampezzo z zamiarem przejścia którejś z ferrat. Przypadkowo spotkani alpiniści słowaccy polecili nam ferratę "Col Rosa", którą przeszli poprzedniego dnia.
Kiedy stanęliśmy na szczycie, zobaczyliśmy, że na dalszej drodze czeka nas przewieszona ściana. Przerażona perspektywą schodzenia tą nieprawdopodobną formacją, stanęłam okoniem. Przekonana przez Ediego, że nie ma innej możliwości, dałam się namówić. Zagłębiliśmy się w czeluść. Mieliśmy oczywiście uprzęże, lonże, karabinki. Posuwaliśmy się z ogromną ostrożnością mając respekt dla tej niezwykłej ferraty. W połowie drogi spotkaliśmy zespół wspinających się do góry włoskich turystów. Popatrzyli na nas jak na wariatów. Dali temu jednoznaczny wyraz kręcąc kółka na czole. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy dlaczego. Po zakończeniu drogi zrozumieliśmy nasz błąd. Nieświadomi - schodziliśmy pod prąd, o czym informowała tablica. Dowiedzieliśmy się, że na "via ferratach" możliwy jest tylko jeden kierunek ruchu.
Była to dla nas nauczka na całe górskie życie.
Wprowadzenie jednego kierunku poruszania się na Orlej Perci poprawiłoby znakomicie bezpieczeństwo tego szlaku. Biorąc pod uwagę niewielkie koszty takiego przedsięwzięcia powinno się to wprowadzić w czyn jak najszybciej - może już od przyszłego sezonu.
Na wszystkich możliwych dojściach do Orlej Perci powinny znaleźć się także tablice ostrzegawcze informujące turystów o trudnościach, zagrożeniach, jednym kierunku ruchu i zalecające stosowanie asekuracji.
Przede wszystkim jednak, tak jak to proponuje Piotr Mikucki, należy uzbroić Orlą w odpowiednie odcinki realnych ubezpieczeń.
Nie ma innej możliwości - unowocześnienie ubezpieczeń na Orlej Perci jest tylko kwestią czasu. Po wejściu do Unii Europejskiej również w sprawach górskich musimy stać się krajem cywilizowanym.
Dyskusja na temat Orlej Perci trwa od lat. Padały różne propozycje, również najbardziej skrajne i absurdalne, domagające się całkowitego usunięcia ubezpieczeń. Wszystko jednak kończyło się dotąd na dyskusjach prowadzących do nikąd. Wciąż wypowiadają się więc na łamach prasy zbulwersowani ludzie gór, a tymczasem odpowiedzialni za stan rzeczy decydenci nabrali wody w usta.
A może skoro odpowiednie władze nie robią tego, co do nich należy, to właściwym pomysłem jest społeczny ruch ludzi gór działających na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa na Orlej Perci? Mamy już pierwszą zadeklarowaną wpłatę, 100 złotych Piotra Mikuckiego. Ja deklaruję drugą stówę. Kto będzie następny?

Irena Rubinowska
Przewodnik Tatrzański

 

 

 

APEL KASIA MAZUREK ORLA PERĆ AUTOASEKURACJA TEKSTY KRONIKA O NAS LINKI KONTAKT
Design: Digital Media Design 2007