Kasia Mazurek zginęła na Orlej 15 października 2006 roku. Była ostrożną, odpowiednio wyekwipowaną i wystarczająco doświadczoną, by w dobrych tego dnia warunkach wybrać się na szlak. Mamy nadzieję, że będzie ostatnią ofiarą braku dostatecznych ubezpieczeń na Orlej Perci. Nie znaliśmy Kasi osobiście. Przedstawiamy fragmenty wspomnień o Niej, napisanych przez jej przyjaciół.  


"Leć głosie po lesie
   kie jo ciy posłała
   powiydz mojej mamie
   coby nie płakała"

     
Dnia 15 października br. opuściła nas - ginąc w tragicznym wypadku w Tatrach Wysokich na Koziej Przełęczy - nasza kochana koleżanka Katarzyna Mazurek, niejeden z nas powiedziałby Kasia nasa...

Kasia Mazurek, urodzona 7 września 1986 roku w Miechowie, kochana córka i siostra (miała bowiem starszego brata Maćka), była studentką II roku Filologii Polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Kasia to rodowita Miechowianka, jednakże o korzeniach góralskich, mama Kasi pochodzi bowiem z Bustryku, ze Skalnego Podhala, które Kasia tak bardzo w swoim życiu umiłowała. Kasia była wspaniałą osobą z piękną osobowością: promyk słońca i błysk w oku, anielski uśmiech od ucha do ucha, który nigdy jej nie opuszczał, dobre słowo na ustach, szacunek względem każdego! człowieka, radość, którą niosła z sobą wszystkim wokół każdego dnia i miłość do muzyki, tańca i śpiewu góralskiego!! - wszystkie te atuty charakteryzowały jej osobę, jakże niezwykle urodziwą, o gorącym sercu pełnym miłości i dobroci względem każdego człowieka...

   W naszym zespole historia Kasi rozpoczęła się przed rokiem, kiedy to nieśmiało, jako studentka I roku, zgłosiła się do nas, by nauczyć się tańca i śpiewu góralskiego. Znała się z Olgą i Dorotką, naszymi koleżankami ze "Skalnych", poza tym wszystko, co ją otaczało, było dla niej zupełnie nowe. Mimo to, pełna zapału i sił wytrwale dążyła do celu, pilnie ćwicząc na każdej próbie. Kasia miała w sobie niezwykły zapał i charyzmę. Tak jak ukochała góry - po których wspinała się jak zwinna kozica, a po dolinach jak sarenka, tak i pokochała muzykę i taniec góralski. Jest to oczywiście zasługa jej rodziców, którzy wychowywali ją w głębokiej tradycji góralskiej, niemniej jednak jej potencjał, zamiłowanie i serce jakie wkładała w naukę śpiewu i tańca pochodziły od środka - z tego maleńkiego, ale jakże wielkiego serca... I tak po kilku miesiącach wytrwałej pracy przyszło Kasi zdawać egzamin, który był furtką do właściwego członkowstwa w zespole - od 19 marca Kasię można było nazwać "Skalniaczką", gdyż z koleżankami i kolegami z naboru weszła do zespołu na wieki... Ze "Skalnymi" jest bowiem tak, iż członkostwo w tym zespole trwa po kres świata... Kasia miała okazję bawić się z nami w sylwestra, uczestniczyła w spotkaniu wigilijnym i wielkanocnym, brała udział w wielu spotkaniach i zabawach, a przede wszystkim aktywnie działała w zespole podczas prób i zawsze dodawała innym otuchy i zapału do dalszej wytrwałej pracy.

   Kasia głęboko związana była z członkami naszego zespołu, tak jak i oni z nią. Bardzo dobrze się ze wszystkimi rozumiała i cieszyła obecnością wśród nas. 15 października grupa przyjaciół ze "Skalnych" przedsięwzięła wycieczkę w Tatry Wysokie, kolejną już w ciągu ostatnich dwóch lat, tym razem celem wyprawy była Dolina Pięciu Stawów Polskich, do której wyruszyli z Kuźnic, idąc przez Halę Gąsienicową. Tego dnia - mimo zamglonego i zachmurzonego obszaru Zakopanego i okolic - w górach panowała piękna pogoda. Mimo porannego chłodu w ciągu dnia było słonecznie i ciepło. Cała grupka wędrowała uradowana stawiając bezpiecznie krok po kroku... Kasia radośnie przewodziła grupie... i wydawało się, że stanowi ona jedność z tatrzańską przyrodą. Wyglądała niczym kozica na grani - szybka, zwinna, pewna siebie... Kasia zresztą podśpiewywała sobie wtedy "Ślebodną kozickę..." Wszystkim na twarzach towarzyszył uśmiech, a serca radowały się pięknem widoków i wspólnymi przeżyciami. W pewnej chwili jednakże, kiedy już bezpiecznie schodzili z Koziej Przełęczy do Pięciu Stawów, gdy przystanęli na chwilkę - słychać było tylko dźwięk turlających się kamieni... [*] ... może chwilowa słabość organizmu, może nieuwaga... spowodowały, iż z wycieczki wróciło o jednego podróżnika mniej... Bozia zabrała nam Kasię do Siebie... Uleciało z ziemi kolejne życie, do Nieba odleciał ANIOŁ...

   Miłość, wielkie zamiłowanie do gór, do Tatr... czy zawsze wymagać będą tak wielkiej ofiary? Po raz kolejny bowiem to góry pochłonęły młode ludzkie życie... Kasia umiłowała góry ponad wszystko, a miłość tę odzwierciedlają słowa, które wypowiedziała na krótko przed śmiercią: "Dla tego widoku, dla tych Tatr - zniosę każde cierpienie".

   Pogrzeb Kasi obył się dn. 19 października w Miechowie. Pożegnało Kasię wiele osób z jej rodzinnej miejscowości, z Podhala, wielu przyjaciół z liceum, ze studiów i ze "Skalnych". Była to niezwykle piękna i dostojna uroczystość, pełna łez, bólu, ale i pocieszenia... Kasia patrzyła na nas z góry...

   Z żalem i ciężkim sercem myślimy o tej okropnej tragedii... nie mogąc zrozumieć dlaczego tak się stało i jaki cel miał w tym Bóg... Trudno jest bowiem odnaleźć sens śmierci tak młodej
i dobrej osoby o tak szczerym sercu i uśmiechu...

  Jak mówią słowa śpiewki "... ej i my siy miniymy, ej po malućkiyj kwili" - i my nie znamy dnia ani godziny... Pamiętajmy moi mili o naszej Kasi, nośmy Ją w naszych sercach każdego dnia, pamiętajmy o Niej w naszych modlitwach i bierzmy z Niej przykład - przykład z tego jak można żyć, jak dobre życie można prowadzić, niech Jej śmierć udzieli nam dobrej lekcji, jakim należy być względem drugiego człowieka, niech nauczy nas szacunku i pokory, dobroci i miłości, niech w naszych sercach nigdy nie zabraknie miejsca dla Kasi.

 

APEL KASIA MAZUREK ORLA PERĆ AUTOASEKURACJA TEKSTY KRONIKA O NAS LINKI KONTAKT
Design: Digital Media Design 2007